Nissan od miesięcy napomykał o powrocie Xterry. To wydarzenie ma ogromne znaczenie. Faktycznie, jest kolosalny. Firma zamierza postawić ten samochód na równi z Toyotą 4Runner. A może nawet ją przewyższy. Dla producenta samochodów, który dopiero próbuje zebrać siły po kryzysie, jest to dość agresywna postawa.

Szczegóły na temat nowego modelu? Jest ich bardzo mało. Wiadomo jedynie, że będzie wyposażony w silnik V6. Ani słowa więcej. Postanowiliśmy więc porozmawiać o przeszłości. Mianowicie o wersji Pro-4X z 2015 roku. Nissan pożyczył nam go i wysłał na pustynię w Utah. Był to jeden z ostatnich samochodów, który zjechał z linii produkcyjnej.

Pod maską pracuje 4,0-litrowy silnik VQ. Pięciobiegowy automat. Prawdziwy napęd na wszystkie koła. Blokada tylnego mechanizmu różnicowego. System multimedialny to nic innego jak cyfrowa popielniczka sąsiadująca z systemem audio Rockford Fosgate. Urządzenia analogowe. Strzałki się poruszają.

Tylko dwa pokolenia. Tylko dwa. Pierwsza trwała cztery lata. Drugi, do którego należy ten samochód, przetrwał jedenaście lat – od 2005 do 2015 roku. Modernizacja z 2009 roku pomogła utrzymać go na powierzchni, ale mechanicznie? Samochód pozostał praktycznie niezmieniony. Wnętrze nawiązuje do stylu Nissana z początku XXI wieku. Fałszywe aluminiowe wstawki są wszędzie. Kierownica. Ten sam, który był zainstalowany w Altimie. A w 350Z.

Ten konkretny egzemplarz jest wyposażony w skórę i nawigację. Można było także zamówić manualną skrzynię biegów. Ale tylko jeśli zrezygnujesz ze skórzanych siedzeń na rzecz materiałowych. Jest to ścisła zasada. Silnik V6 wytwarza nieco ponad 260 koni mechanicznych. Moment obrotowy wynosi 281 funtów na stopę. To silnik, który nie chce umrzeć. Wersja Pro-4X otrzymuje amortyzatory Bilstein. Płyty zabezpieczające podwozie. Pancerz dla wrażliwych obszarów.

To jest prawdziwy pick-up. Żadnych hybrydowych bzdur. Brak przycisków pojemnościowych, które odmawiają działania po dotknięciu mokrymi palcami w deszczu. Tylko przełączniki. Uchwyty. Części, które pękają przy mocnym uderzeniu, ale można je naprawić za pomocą dziesięciopunktowego klucza nasadowego i plastikowego zacisku.

„Prostota jest najwyższą zaletą SUV-a”.

Testowaliśmy ten samochód wraz z nowymi modelami Frontier i Armada. Zupełnie nowy. Nissan dał nam Xterrę bez żadnych zastrzeżeń, pozwalając nam załadować ją maksymalnie. Chcieli, żebyśmy wyciągnęli z niej wszystko. Z radością spełniłem tę prośbę.

Jazda autostradą była… znośna. Co było nawet szokujące. Samochód jechał pewnie. Poradziła sobie z płynnymi zakrętami. Wspomaganie kierownicy naprawdę dało feedback. Jedyny problem to wysokie obroty. Ta sama pięciobiegowa automatyczna skrzynia biegów stale wybiera biegi. Hałas wiatru przedostaje się do kabiny. Brak adaptacyjnego tempomatu. Żadnych ogromnych ekranów odwracających uwagę od pustki drogi.

Brud to zupełnie inna historia.

Nowoczesne SUV-y opierają się na komputerach. Algorytmy kontroli trakcji próbują odgadnąć, czego chcą Twoje koła. Xterra robi wszystko inaczej. Używa metalu. Geometria. Fizyka. Wymaga wybrania własnej ścieżki. Jeśli się mylisz, mylisz się. Ale co, jeśli jesteś kompetentny? Resztę pracy wykona maszyna. To czysty napęd.

Nowe samochody miały trudności w terenie. Skaczące koła. Ugięcie opony. Xterra właśnie… poszła w górę. Wspięła się na skały jak pająk. Podróż w zawieszeniu? Lepsze niż te nowe. Szła przez brody ze spokojem, jakiego się nie spodziewałem. Kierownica grała mu w dłoniach. Poczułeś ziemię. Poczułaś zmianę ciężaru.

Szczerze mówiąc, było to wystarczająco niezręczne. I wystarczająco wygodne, aby wytrzymać.

Czy musimy zwrócić ten model? Niewątpliwie. Nowoczesne pickupy stały się urządzeniami gospodarstwa domowego. Pudełka z gadżetami. Elektronika zawodzi, gdy jesteś daleko od cywilizacji. 4,0-litrowy silnik V6 nie dba o aktualizacje oprogramowania sprzętowego. Dba o olej.

Nissan to rozumie. Wiedzą, co zadziałało.

Żartowałem z ich przedstawicielami. Powiedział, że wolnossący 3,8-litrowy silnik V6 Frontiera będzie właściwym wyborem. Uśmiechy. Kiwa głową. A potem dodałem, wiesz, co z V6 z podwójnym turbodoładowaniem? Taki, który zjada części Forda Raptora? Uszy im się stanęły. Podobały im się dźwięki przemocy.

Toyota wybiera trasę hybrydową. Małe turbo czwórki. Skomplikowane okablowanie. Nissan mógł wybrać inną ścieżkę. Prosty. Niegrzeczny. Uczciwy.

Ta stara Xterra udowadnia, że ​​to podejście jest nadal wykonalne. Jest już rysunek. Leży tutaj, w ziemi. Czekam na następną generację, która nie będzie tego nadmiernie komplikować.