Bezprzewodowe aktualizacje oprogramowania układowego (OTA) miały być przyszłością jazdy. Czysty. Skuteczny. Bez zarzutu. Wywołały jednak niemałą panikę w branży, która zazwyczaj woli chrome od kodu. Prawie każdy nowy samochód jest dziś podłączony do Internetu. Osoby zajmujące się cyberbezpieczeństwem tego nienawidzą. Dlaczego? Ponieważ jeśli napastnicy dostaną się do środka, konsekwencje będą nieprzyjemne (trudne i zagmatwane). Ale zanim zaczniesz panikować, że ktoś wjedzie Twoim sedanem do jeziora, zrób wydech. Zagrożenie jest realne, ale nie jest to kinowy koszmar, jaki sprzedało nam Hollywood.
Przejdź na samochody połączone z siecią
To nie jest nowy problem. To po prostu nowa skalowalność. Dziesięć lat temu aktualizacje OTA były funkcją Tesli. Teraz? Jest to standard branżowy. Producenci używają ich do naprawiania błędów, ulepszania funkcji i dodawania nowych funkcji bez konieczności odwiedzania dealera. Ta wygoda jest dobra. Bezpieczeństwo jest coraz lepsze.
Producenci samochodów wykorzystują te same kanały do usuwania luk w zabezpieczeniach. To ma znaczenie. Łatka wdrożona z dnia na dzień zamyka luki, które w przeciwnym razie pozostałyby otwarte na zawsze. Wygoda jest funkcją. Bezpieczeństwo to podstawa.
Gdzie leży prawdziwe zagrożenie
CNBC opublikowało niedawno raport podkreślający luki. Technicznie możliwe jest, że celem będą pojazdy połączone z siecią. Dla hakerów. Dla wrogich rządów. Norweskie dochodzenie w sprawie chińskich autobusów elektrycznych pokazało to wyraźnie. Producenci utrzymali zdalny dostęp do systemów pojazdu za pośrednictwem połączeń komórkowych. Spowodowało to inspekcje w Wielkiej Brytanii i Danii.
Analitycy ostrzegają, że samochody podłączone do Internetu są głównymi celami szpiegostwa i ataków na dużą skalę. Te obawy nie są naciągane. Często jednak są źle rozumiani. Widzimy hakera w bluzie z kapturem. Nie widzimy infrastruktury.
Hollywood kontra sprzęt
Wyobraź sobie: osoba wprowadza polecenia. Twój samochód wpada do rowu. Straszny widok. Ale nowoczesne samochody nie są budowane z myślą o takim poziomie kontroli. Tak, mają ECU (elektroniczne jednostki sterujące). Tak, kontrolują kierowanie, hamowanie i przyspieszanie. Tak, są połączone. Ale przejście od laptopa do hamulców jest trudne.
Nie jest to niemożliwe. Ale to jest wielowarstwowe. Osoba atakująca musiałaby ominąć zabezpieczenia po zabezpieczeniach, aby dotrzeć do krytycznych systemów. A nawet wtedy? Nie potrafili prowadzić samochodu jak człowiek. Naprawdę. Zgadliby. Próbowaliśmy losowo. Niebezpieczeństwo nie polega na utracie kontroli nad chwilą. Chodzi o skalę. Nieczynny.
Prawdziwym zagrożeniem jest skala i niesprawność.
Groźba wyłączenia
Wróćmy do sprawy norweskich autobusów. Władze nie obawiały się, że autobusami będą kierować chińscy agenci. Obawiali się, że silniki w ogóle nie uruchomią się.
Wyobraź sobie radiowozy policyjne, które nie chcą odpalić. Floty towarowe, sparaliżowane. Samochody elektryczne utknęły na stacjach ładowania. Krytyczne dane są po cichu przesyłane z milionów urządzeń. To chaos gospodarczy. To jest prawdziwe zagrożenie. Nikt nie musi chwytać kierownicy. Muszą tylko nacisnąć przycisk wyłączania.
Dobra wiadomość? Ten sam kanał OTA jest zamkiem. Producenci samochodów mogą nagle zamknąć drzwi. W ciągu jednej nocy wysyłają poprawki do milionów samochodów. Ale to jest wyścig zbrojeń. Nie ma mety. Każda nowa funkcja to nowe drzwi do ochrony. A producenci samochodów muszą pozostawić tylko jeden odblokowany.











